Blog - co nowego?

Polska branża transportowa choć prężnie rozwijająca się często ma "pod górkę". Zatrudniając około 300 tysięcy kierowców i dysponując flotą 230 tysięcy samochodów nadal boryka się bowiem z wieloma problemami od tych natury technicznej, przez finansowe, aż po formalno-prawne. Przysposobienie do wykonywania takiego zawodu to sztuka niełatwa i wymagająca sporo zaangażowania, więc coraz trudniej o wykwalifikowanych fachowców. Niedobór zawodowych kierowców jest prawdziwą zgrozą dla firm, trudniących się przewozem różnej maści materiałów.

Kolejnym utrudnieniem jest skomplikowane prawo, obejmujące szereg wymogów w postaci odpowiednich umiejętności i dokumentów oraz permanentnie zmieniające się zasady gry przez wprowadzanie nowoczesnych standardów unijnych. Pomimo stosunkowo silnej pozycji na rynku trudno o jej stabilność, kiedy kolejne fluktuacje zmuszają do cięcia kosztów pracy i zadłużania się. Krajowy Rejestr Długów Biura Informacji Gospodarczej podaje, że polski transport stoi w "korku zatorów płatniczych". W ciągu niecałego roku długi przewoźników wzrosły aż o 150 milionów złotych, wynosząc obecnie około 664 miliony. Ma to również związek z dużym deficytem kierowców w stosunku do zapotrzebowania na poziomie 100 tysięcy, a nawet 40 procent obecnie zatrudnionych znajduje się w wieku emerytalnym, tj. powyżej 65 roku życia. Z tymi wyzwaniami zderza się blisko 80 procent firm. W Polsce zawód kierowcy znajduje się od lat w czołówce najczęściej poszukiwanych profesji. Uprawnienia na prowadzenie aut ciężarowych zdobyć jest niełatwo, przy czym proces ten, związany z serią egzaminów, badań lekarskich i rejestracją pojazdów w urzędach, bywa bardzo czasochłonny i kosztowny, dokonując uszczerbku na budżetach wielu osób, gdzie mowa o nawet 9-12 tysiącach złotych przy średnio 440 godzinach praktyk. Dodatkowe koszty dotyczą także kwestii jak raty kredytu lub leasingu, zakup paliwa, opłaty drogowe, czy serwisowanie i eksploatacja floty.

Takie mankamenty odbijają się również na jakości przemysłu przetwórczego i produkcyjnego, który zmuszony jest wydłużać okresy dostaw, jak również ograniczyć eksport na większe odległości, szczególnie do głównego partnera handlowego Polski - Niemiec, co obejmuje aż 27 procent rynku. Organy administracji mają nie mniejszy kłopot, odkąd profil ich działalności ukierunkowany jest na nakłanianie i zachęcanie młodzieży do kształcenia się i zdobywania branżowych uprawnień. Przedstawione przez Komisję Europejską uregulowania w kwestiach wynagrodzeń minimalnych, dodatków socjalnych i urlopów ograniczają pole manewru pracodawców, zmuszając do zwolnień krańcowych pracowników, na których dłuższe utrzymanie nie jest ich stać. Wejście w życie podobnych przepisów mogłoby zaowocowac rychłym bankructwem wielu małych i średnich przedsiębiorstw transportowych. Stawki te są naliczane niejednakowo, więc każdy kraj UE zmuszony jest wprowadzać odrębne ustalenia prawne, co rodzi chaos legislacyjny. Według nowych zasad już po trzech dniach pobytu za granicą kierowcy w transporcie międzynarodowym mają być traktowani jak pracownicy delegowani, podlegający lokalnemu prawu. Coraz cześciej pojawiają się głosy sprzeciwu, wskazujące na protekcjonistyczny charakter ustaleń KE, która miałaby ulegać lobbingowi krajów zachodnich i strzec ichniego interesu gospodarczego. Wysoki poziom biurokracji zniechęca do podejmowania choćby prób uzyskania kilku rodzajów dokumentów między innymi zaświadczenia odprowadzania składek ubezpieczeniowych, itp. W przypadku ich braku na przewoźników i kierowców nakładane są wysokie sankcje finansowe, które zmuszają ich do częstszego ubiegania się o swoje prawa.